Dobry początek siatkarzy w Londynie

Kategoria: Artykuły.
Ulica:
Miasto:
Kod pocztowy:
Telefon:
www:
Mail:
Średnia ocena:Nikt jeszcze nie ocenił- bądź pierwszy!
Średnie oceny (z 0 ocen)
Cena/JakośćNikt jeszcze nie ocenił- bądź pierwszy!
Ogólne wrażenieNikt jeszcze nie ocenił- bądź pierwszy!
ObsługaNikt jeszcze nie ocenił- bądź pierwszy!
Średnia ocena:Nikt jeszcze nie ocenił- bądź pierwszy!

Po niedzielnym spotkaniu siatkarzy jeszcze nie wiadomo czy ich występ zakończy się zdobyciem medalu. Wiadomo natomiast, że wielkie oczekiwania kibiców są uzasadnione, a ich doping daje podopiecznym Andrei Anastasiego wrażenie gry u siebie.

Przed meczem Włosi zapowiadali, że nie obawiają się Polaków. My natomiast pamiętaliśmy, że to właśnie oni zamknęli nam cztery lata temu w Pekinie drogę do strefy medalowej. Czuliśmy więc chęć rewanżu i siłę, wynikającą z ostatnich osiągnięć.

– Jesteśmy w rytmie zwycięstw. Wygraliśmy Ligę Światową, Memoriał Huberta Wagnera i dobrze, że na początek zmierzymy się z mocną drużyną, a nie ze słabeuszami – tłumaczył były reprezentant, Sebastian Świderski.

Początek meczu pokazał, że nasze armaty wciąż są w dobrej formie, i że londyńska hala będzie zawsze jak polski wulkan. Widownię w ponad połowie wypełnili bowiem nasi rodacy (w tym również fani z Piły, Konina i Poznania), którzy fantastycznie zareagowali na prowadzenie biało-czerwonych 5:1. Potem jednak ekipa z Półwyspu Apenińskiego wyraźnie się przebudziła. Po dwóch asach 37-letniego Luigi Mastrangelo to rywale przejęli inicjatywę (7:8).

W kolejnych akcjach rozgrywający Włochów gubił nasz blok, a libero Krzysztof Ignaczak coraz częściej miał problemy z przyjęciem. Zagrywki przeciwnika okazały się zabójcze i to właśnie one zadecydowały o wygranej Italii w pierwszym secie.

Następną partię rozpoczęliśmy od straconych punktów po „bombach” Iwana Zajcewa i Cristiana Savaniego. Od stanu 5:5 Włosi jednak stracili rytm za sprawą błędów w przyjęciu i kontrowersyjnych decyzji sędziego. Uzyskaliśmy przewagę punktową (11:7) i psychologiczną. Nasza gra nabrała rumieńców, bo zawodnicy zyskali pewność siebie i przekonanie, że w niczym nie ustępują przeciwnikowi. Trener Mauro Berutto zmieniał zawodników, ale polska machina była już tak rozpędzona, że nie szkodziły jej nawet autowe ataki skrzydłowych. W końcówce Włosi odrobili część strat, ale to my przechodziliśmy na drugą stronę boiska w lepszych humorach.

W trzecim secie bardzo długo trwała wymiana cios za cios. Dopiero na drugą przerwę techniczną schodziliśmy z dwoma punktami na plusie. W naszej ekipie wynik „trzymał” głównie Zbigniew Bartman, który tyle samo siły wkładał w zbicia, co w zwycięskie gesty. Ostatni punkt podarował nam zepsutą zagrywką Savani.

Czwartą partię zaczęliśmy od serii bloków i prowadzenia 10:3. Kolejne wymiany tylko potwierdziły dominację Polaków. Tak bezradnych Włochów już dawno nie widzieliśmy. Jeśli sprawdzi się opinia fachowców, że ten mecz zadecyduje o pierwszym miejscu w grupie, to o pozycję wyjściową naszej reprezentacji przed ćwierćfinałami możemy być już spokojni.

Głos Wielkopolski

Twoja opinia:


albo pisz jako gość:
  • (nie będzie opublikowany)
Klikni gwiazdki poniżej by dodać ocenę:
Cena/Jakość
Ogólne wrażenie
Obsługa